czwartek, 8 lutego 2018

Wielki come back. Historia z życia wzięta.

Zacznijmy od początku. Będąc w drugiej gimnazjum już zaczęłam zastanawiać się nad moją dalszą ścieżką edukacji. Liceum czy technikum? Cóż, biologii, chemii, geografii nie trawię (Byłam na rozszerzeniu biologiczno-chemicznym, okrucieństwo. Mordownia przez trzy lata- ogólnie, nie polecam.), więc od razu odpadało mi wszystko, co z tymi przedmiotami związane.

Może pójdę do Liceum Plastycznego? Złe opinie, a moje rysunki są amatorskie. Poza tym, halo, skończę na ulicy w Barcelonie, prezentując swoje piękne dzieła, których i tak nikt nie kupi z różnych powodów? To ja podziękuję.
Budowlanka? Może architektura? Nie, to nie dla mnie. 
Języki obce? Owszem, składałam papiery na język angielski i to na drugi wybór, ale pech chciał, że nie dostałam się tam, gdzie chciałam. Może to i lepiej. Kiedy słyszę, jak mój rocznik, który dostał się do tego LO narzeka, to zaczynam doceniać moje piękne, złote technikum. Ale idźmy dalej. 
Human, dziennikarstwo? Śmiech na sali, z polskiego naciągana trójka, a historia leży i się śmieje. Kiedyś na WoSie napisałam, że Krzysztof Kolumb był Polakiem, ach stare czasy. Do rzeczy.

Klasa matematyczno-fizyczna? Wtedy sobie pomyślałam: "Czy ja naprawdę chcę iść do liceum?" Wszędzie wystrojone, jak na revię mody laski, które siedzą tylko w łazienkach, bo pyłek pudru zszedł im z noska. Chłopaki, którzy myślą, że są jakimś głupim guru, bo mają te swoje Jordany czy drogie zegarki na rękę za pieniądze swoich rodziców. Nauczyciele, patrzący z okropną wyższością na uczniów, bo przecież taka prestiżowa szkoła, w jakiej pracują, musi trzymać jakiś poziom. To nie nauczyciel jest dla ucznia, to uczeń jest dla nauczyciela. W zasadzie chyba w większości szkół nauczyciel nie jest do dyspozycji ucznia. Idziesz po zakończonej lekcji matematyki do matematyczki i pytasz się o zadanie, a ona Ci odpowiada, że przychodząc do tej szkoły powinieneś to wiedzieć. Ale w tym momencie zjeżdżamy na inny temat. Powróćmy więc.

W głowie zapaliła mi się lampka. Może jednak technikum jest tym dobrym pomysłem? Tylko jakie?
Hotelarstwo niby było polecane, ale jak ja mogłabym się znaleźć na tym kierunku, jak w swoim pokoju nie umiem utrzymać porządku, a co dopiero w całym hotelu. Mama niestety w domu na mnie nie krzyczy, kiedy zostawię krzywo ułożoną kołdrę. Szkoda, może miałabym już małe doświadczenie w tym zawodzie.

Logistyk? Nie ma opcji. W mieście mamy dwie popularniejsze szkoły ekonomiczne. Szkoła x i szkoła y. Szkoła x, bardziej renomowana, szczycąca się wieloletnimi tradycjami bla bla bla. Szkoła x odpada, gdyż moja mama tam pracowała, a dzięki niej praktycznie wszystkie nauczycielki mnie znają. Wyjazdy nauczycielskie zostawiają po sobie ślady. Nigdy nie zapomnę, jak na takim wyjeździe wypadł mi przy obiedzie ząb i krzyczałam na całą restaurację. Albo na tym samym wyjeździe nauczycielskim razem z mamą dostałyśmy pokój, a pod łóżkami było tysiące robali. Tak, nauczyciele na pewno mnie pamiętają. Poza tym do szkoły x poszła moja była przyjaciółka, a dla mnie to już był wystarczający powód, żeby nie iść na logistykę (Tak, wiem- nie wolno się kierować znajomymi, ale gdybyście byli w takiej sytuacji też byście tak zrobili i nie mówcie, ze nie, bo nie uwierzę). Za to szkoła y jest o wiele słabszym więzieniem, niż szkoła x. Jak już mam wybierać, gdzie spędzę swoje cztery lata życia, to wolę wybrać tą lepszą opcję.

Ekonomia także odpadała. Nie umiem w pieniądze.
W gastronomiku wyrzuciliby mnie po pierwszych zajęciach z gotowania. Umiem wszystko spalić. Nie pytajcie.
Skoro nic mi nie pasuje, to co ja mam teraz ze sobą zrobić?

Pewnego słonecznego dnia siedziałam z tatą w salonie, popijając gorącą herbatkę i oglądając telewizję. W pewnej, niespodziewanej chwili mama wpadła z gazetą w jednej ręce i kluczami od auta w drugiej. W pierwszej chwili pomyślałam, że chce nas zabrać na jakiś marsz wolności chomików czy coś równie pokręconego, ale widziałam jej uśmiech i wiedziałam, że jest to coś gorszego od chomików. Jechaliśmy na dni otwarte Technikum Elektryczno-Elektronicznego.
Dobra, nie będę przekoloryzowywać. Tak naprawdę mama wyczytała w gazecie, że są dni otwarte tego ów technikum w dzień następny i stwierdziła, że musimy się wybrać. Także dzień później spakowaliśmy nasze manatki, cztery litery i pognaliśmy przed siebie, na ulicę x. Szkoła za pierwszym razem nie wydawała się za przyjemna. Na początku powiedziałam, że po prostu nie chce do niej składać papierów. Upierałam się, że tam nie pasuje, że to nie dla mnie. Jednak przez całą trzecią gimnazjum ta szkoła zajmowała moje myśli.

Trzecia gimnazjum minęła jak z majtek strzelił. Nawet nie mrugnęłam, a już wypełniałam na internecie podanie do szkoły pierwszego wyboru. I nie, nie było to te technikum. Było to Liceum, a na pierwszym miejscu klasa matematyczno-fizyczna. Jak się można domyślić- nie dostałam się. Całe szczęście. Dziękuję, że tak się stało.

Pamiętajcie, że życie samo nakieruje was na tą lepszą dla was drogę, nawet jeżeli nie będziecie tego świadomi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz