wtorek, 13 lutego 2018

Wyniki rekrutacji i ogromny stres.

Egzamin gimnazjalny nie poszedł mi wcale tak dobrze, jak myślałam, że pójdzie, ale też nie było źle. Przynajmniej dostałam się do szkoły na drugim wyborze, bo niektórzy z mojej byłej klasy nie dostali się do żadnej. Kompletnie nie rozumiem osób, które wybrały sobie liceum, wiedząc, że jest ponad ich możliwości. Na przykład mój kolega z byłej klasy złożył papiery do trzech najlepszych szkół, a on sam miał średnią ledwo 4.0, tylko tyle co mu egzaminy gimnazjalne pomogły. I wiecie co? Zaskoczę was- nie dostał się. Wiadome jest to, że w życiu zawsze trzeba mierzyć wyżej, ale nie można mierzyć tak wysoko, wiedząc, że jest to nieosiągalne.

Do mojej szkoły liczyły się przedmioty, takie jak:
  • Matematyka, królowa nauk
  • Polski
  • Angielski
  • Fizyka
Z matematyki miałam na świadectwie mocną trójeczkę, z polskiego również, z angielskiego piątka, a z fizyki na koniec roku zawalczyłam o tę czwórkę. Dobrze wiedziałam, że z moimi ocenami nie mogę liczyć na najlepszą szkołę w Polsce i moim mieście. Zresztą kto by chciał tam iść. Ta szkoła hoduje te dzieciaki tylko po to, by wgrywali we wszystkich olimpiadach. Maszynki do wygrywania. Chore.

Moje wyniki z egzaminów wyglądały następująco:

  • Język polski- 88%
  • Historia i wos- 56%
  • Matematyka- 59%
  • Przedmioty przyrodnicze- 54%
  • Angielski podstawa- 83%
  • Angielski rozszerzenie- 73%
Oczywiście, jak to ja, musiałam sobie skomplikować dojście do mojej złotej szkoły. Stwierdziłam, że dam na pierwszy wybór liceum, do którego nie dam rady się dostać. Tak wiem, to było bardzo głupie, bo zamiast od razu napisać moje technikum na pierwszym miejscu, ja jeszcze to pokomplikowałam. Dobrze wiedziałam, że nie mam co liczyć na to liceum i że, i tak skończę w technikum, ale nie, uparłam się. Zrobiłam jak uważałam. To był błąd, bo później latanie z papierami od szkoły do szkoły było bardzo męczące.

Wiecie jakie to uczucie, kiedy odcinacie się od fałszywych ludzi i w końcu możecie żyć, tak jak sami chcecie? Nie przejmując się tym, co powiedzą zazdrosne dziewczyny z twojej klasy na twój temat? Wiedząc, że nareszcie możesz uwolnić się od ludzi, którzy niegdyś byli twoimi przyjaciółmi?
Ja właśnie dowiedziałam się tego, kiedy opuściłam po raz ostatni mury mojego gimnazjum. Czasy gimnazjum wcale nie były takie super. Wyobraźcie sobie miny tych dziewczyn, kiedy dowiedziały się, że JA złożyłam papiery do szkoły męskiej, a CO GORSZA dostałam się tam. Wierzcie lub nie, ale już niejedna z nich próbowała się wpakować w moje życie ponownie. Też mi taktycy.

Wraz z dniem wyników rekrutacji pojawił się ogromny stres, a całe ciało zalało tysiące pytań. Co zrobię, jak nie dostanę się do żadnej szkoły, do której chciałam? Już mam składać CV do McDonald's czy może chwilę z tym poczekać? Pamiętam, jak cały dzień przeciągali to, żeby dodać wszystko na stronę. Wyniki miały być rano, a były w południe. Mama do mnie dzwoni. "Monia, nie dostałaś się do licem x, ale za to dostałaś się na elektronikę w technikum y. Gratulację." Tak to się zaczęło. Na następny dzień pojechałam do liceum x, zabrałam papiery i wraz z przyjaciółką (odwieczny kompan) pojechałyśmy do mojej, teraz, szkoły.

Nie wyobrażacie sobie, jak mocno się zestresowałam, gdy do niej weszłam. Wiedziałam, że w tym budynku spędzę kolejne cztery lata swojego życia. Jeszcze wtedy nie znałam listy osób w klasie, ale miałam nadzieję, że nie będzie żadnych dziewczyn, choć bałam się, że samotnie nie dam sobie rady. I stało się. Zrobiłam zdjęcie liście. Początkowo nasza elektroniczna klasa miała być połączona z elektrykami, ale ku wszystkich zdziwieniu, połączyli nas z nowo otwartą klasą- automatyków. Były i są tam nadal dwie dziewczyny, a ja jako elektronik jestem sama.

Tak się zestresowałam, kiedy dawałam papiery, że zamiast daty swojego urodzenia na moim zdjęciu do legitymacji napisałam datę, która wtedy była. Do dziś mi głupio. Zwłaszcza, że przyjmowała wszystko matematyczka, teraz mnie ucząca. Nie powtarzajcie tego błędu po mnie. Nie mam żadnego pojęcia z czego mógł wynikać ten stres, ale to było okropne.

Całe wakacje bałam się napisać do kogokolwiek, czy jesteśmy razem w klasie. Jedynie od razu dodałam te dwie dziewczyny. Dopiero na koniec wakacji postanowiłyśmy z jedną z nich założyć konwersację na Facebooku i pododawać wszystkich. Zawsze raźniej w dwie osoby niż samemu. Na koniec sierpnia też zrobiliśmy połową klasy ognisko zapoznawcze, chociaż było dziwnie niezręcznie. Nikt za bardzo nie wiedział co mówić, bo znaliśmy się zaledwie kilka dni.

W końcu nastał ten oczekiwany przez wszystkich uczniów dzień rozpoczęcia szkoły, a dalej wszystko się potoczyło samemu.

Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Nie zaczniesz nowego rozdziału, jeśli w kółko będziesz czytać poprzedni" i właśnie do niego wszyscy się stosujmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz